Piraci z Nysy mogą się bać sierż. Rafała Wendzla

May 21st, 2008

Najlepszym policjantem opolskiej drogówki został wczoraj sierżant Rafał Wandzel z Komendy Powiatowej Policji w Nysie. Powtórzył swój sukces sprzed roku.

Pokonał sierżanta sztabowego Grzegorza Hajdarowicza z Komendy Powiatowej Policji w Głubczycach, który zajął drugie miejsce, oraz sierżanta Marka Budzyńskiego z Komendy Powiatowej Policji w Prudniku. W pokonanym polu zostawił także siedmiu innych policjantów, którzy wygrali powiatowe eliminacje.

Wczoraj dziesiątka najlepszych z województwa opolskiego spotkała się na zawodach w Opolu, żeby wyłonić najlepszego policjanta drogówki.

Konkurs składał się z testów teoretycznych i praktyki. Najpierw policjanci musieli się popisać wiedzą, później strzelali z broni krótkiej i udzielali pierwszej pomocy. Sprawdzono też ich umiejętność jazdy radiowozem i motocyklem oraz kierowania ruchem.

Podkomisarz Marek Florianowicz, organizator konkursu: – W kierowaniu ruchem zwracamy uwagę na płynność ruchów, ich czytelność oraz drożność skrzyżowania. Swoje umiejętności funkcjonariusze mogą podnosić na kursach w Centrum Szkolenia Policji w Legionowie.

Test z jazdy radiowozem jako pierwszy zdawał sierżant Piotr Pogoda z KMP Opole. Nie przygotowywał się specjalnie, bo nie miał na to czasu. Był zajęty pracą. Zwycięzca sprzed dwóch lat, sierż. Rafał Domeredzki mówił: – W tym roku tor był trudny, techniczny, a wcześniej był raczej szybki i dynamiczny.

Jako cechę, którą powinien posiadać wzorowy policjant drogówki, wymienił umiejętność rozmowy z ludźmi. Sierżant Rafał Wendzel z Nysy, także nie przygotowywał się specjalnie do startu. Największy problem sprawiło mu strzelanie: – Strzelałem z innej broń i to było powodem gorszego wyniku.

Dwaj najlepsi policjanci z Opolszczyzny pojadą na finał ogólnopolski, który odbędzie się w Legionowie.
Współpraca ZIB

Autor artykułu: Maciej T. Nowak

Maturzyści pobili rekord wydatków na korepetycje

May 19th, 2008

Polscy maturzyści w tym roku wydali na korepetycje rekordową kwotę 1 mld zł – po 4,5 tys. zł na osobę – obliczyła agencja marketingowa Highlite z Wrocławia (analitycy firmy wzięli pod uwagę ceny korepetycji oraz dane Instytutu Spraw Publicznych). To oznacza, że 220 tys. tegorocznych maturzystów musiało słono zapłacić za egzaminacyjny sukces.

Z kolei badania przeprowadzone w ramach międzynarodowego projektu “Monitoring private tutoring” pokazały, że z indywidualnych lekcji korzysta 50 proc. polskich uczniów.

Żniwa korepetytorów bynajmniej nie skończyły się na egzaminach gimnazjalnym i maturalnym, mimo braku egzaminów na studia. Z najnowszych badań wynika, że – wyjąwszy maturzystów – Polacy wydają na korepetycje każdego roku przeciętnie ok. 900 mln zł.

Latem zaczyna się dokształcanie uczniów przed egzaminami poprawkowymi oraz studentów, którzy od października trafią na renomowane uczelnie – z nikłym pojęciem o matematyce, rysunku technicznym czy niuansach chemii, biologii lub geometrii wykreślnej.

Usługi edukacyjne nie są tanie. – Najdroższa lekcja, z jaką spotkałem się w swojej 20-letniej praktyce nauczycielskiej, to 400 zł za godzinę. Zażądał jej w tym roku profesor politechniki uczący rysunku technicznego i geometrii wykreślnej – mówi nauczyciel Mateusz Cudzik. Douczanie z angielskiego to wydatek minimum 120 zł za godzinę.

Na dodatkowe lekcje nie wszyscy mogą sobie pozwolić, dlatego coraz częściej fundują je darczyńcy. Do najhojniejszych należą banki. Citi Handlowy ma Fundację Kronenberga, która organizuje warsztaty, szkolenia, konkursy, olimpiady i wyposaża pracownie edukacyjne. Z kolei Fundacja BGŻ stawia sobie za cel wyrównywanie szans rozwoju młodzieży przede wszystkim ze środowisk wiejskich. Zaś Fundacja Banku Zachodniego WBK od 1997 r. pomaga dzieciom z rodzin ubogich czy mających bezrobotnych rodziców, znajdujących się pod opieką placówek opiekuńczych i wychowawczych. Poprzez swój autorski program “Akademia Banku Dziecięcych Uśmiechów” fundacja finansuje naukę języka angielskiego dla 1,5 tys. dzieci z terenu całej Polski.

- Mamy świadomość, jak ważna jest znajomość angielskiego. Dzieci z rodzin ubogich mają utrudniony dostęp do płatnych, dodatkowych lekcji, dlatego tak ważne jest dla nas wyrównywanie ich szans – tłumaczy Izabella Krzywosądzka- Pajdak z zarządu Fundacji Banku Zachodniego WBK. – Posługiwanie się językiem obcym znacząco zwiększa szanse na edukację, pracę, a w efekcie lepsze życie – dodaje Krzywosądzka-Pajdak.

Wyrównywaniu szans mogą też służyć programy stypendialne. Dla młodzieży ze Śląska dostępne są one m.in. w Fundacji “Śląski System Stypendialny im. Adama Graczyńskiego” – zmarłego przed kilku laty senatora z tego regionu i długoletniego dyrektora Głównego Instytutu Górnictwa.

Fundacje wspierające edukację są organizacjami pożytku publicznego uprawnionymi do pozyskiwania 1 proc. podatku. Z roku na rok coraz więcej Polaków ofiarowuje część daniny dla fiskusa. W ubiegłym roku zdecydowało się na przekazanie jednej setnej ze swoich podatków ok. 7 proc. podatników. W sumie rozliczający się za 2006 r. przeznaczyli na ten cel, m.in. na fundacje wspierające młodzież, ponad 105 mln zł, o 44 mln zł więcej niż 12 miesięcy wcześniej. To do nich właśnie w tej chwili spływają nasze podatki za 2007 r.

Gdzie może szukać pomocy młody człowiek, który ma duże aspiracje edukacyjne, a potrzebuje wsparcia finansowego? Powinien zacząć od swego miasta – zapytać wójta, burmistrza, prezydenta o stypendia. Sprawdzić, jaką ofertę ma dla niego marszałek województwa. Wreszcie – poszukać organizacji pożytku publicznego wspierających edukację. Znajdzie je, według klucza wojewódzkiego, na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości opp.ms.gov.pl.

Ile kosztuje douczanie

Język polski - nauczycielka 10 lat stażu – 80 zł za 90 min;

Język polski – doktorant UAM w Poznaniu, wykładowca – 30 zł za 60 min;

Matematyka – absolwent Akademii Ekonomicznej – 35 zł za 60 min, studenci – 12-25 zł za 60 min;

Historia – wykładowca wyższej uczelni – 100 zł za 60 min;

Kurs maturalny – Centrum Edukacji Dzieci i Młodzieży “Korepetycje” we Wrocławiu – 499 + 399 zł za 50 + 40 godz.

Autor artykułu: Beata Sypuła

Drożyzna pustoszy kieszenie

May 19th, 2008

Bieżący rok jest najdroższy od dekady. Drastycznie wzrosły ceny żywności i paliwa.

Szaleństwo podwyżek zdaje się nie mieć końca. Teraz czas na wieprzowinę. Podrożeje o co najmniej 10 proc., bo według najnowszego raportu Głównego Urzędu Statystycznego mamy najniższe od dziesięcioleci pogłowie trzody chlewnej.

W ubiegłym roku ceny żywności, na którą przeciętna polska rodzina wydaje średnio 26 proc. swojego budżetu, wzrosły średnio o 8 proc. Niektóre produkty zdrożały nawet dwukrotnie, np. za jabłka w styczniu 2007 r. musieliśmy zapłacić 2,1 zł, a teraz już ponad 4 zł. O 40 proc. w tym czasie zdrożało masło, zaś o połowę chleb.

I na tym się nie kończy – do końca roku może zdrożeć olej, bo ze względu na rosnący popyt na składniki biopaliw na całym świecie podrożał rzepak. Droższy będzie też drób, bo rosną ceny pasz.

- Coraz częściej łapię się na tym, że podwyżki cen żywności zjadają mi oszczędności. Nie mogę już sobie pozwolić jak kiedyś na zakup płaszcza czy butów – opowiada Anna Jędrzejewska, emerytka z Warszawy, która żyje za 1,4 tys. zł miesięcznie.

Według ekonomistów to właśnie emeryci, renciści i najmniej zarabiający są największymi ofiarami fali podwyżek – najwięcej ze wszystkich grup społecznych wydają na jedzenie. Waloryzacja rent i emerytur nie nadąża za pędzącą drożyzną.

Drożejąca ropa naftowa i rosnąca popularność aut z silnikami diesla powoduje, że za litr oleju napędowego płacimy już 4,5 zł, o 20 proc. więcej niż przed dwoma laty. Na tym się nie skończy, bo ropa kosztuje już na świecie 128 dol. za baryłkę (159 l), a według szacunków banku Goldmann Sachs za kilka miesięcy ma to być ponad 140 dol.

Rosnąca, dziś 4-procentowa inflacja dusi siłę nabywczą i sprawia, że wszyscy czujemy się coraz ubożsi. – Na szczęście chroni nas silny złoty, który obniża koszt zagranicznych towarów. Dlatego nie wszyscy tak mocno odczuwamy drożyznę. To jeden z nielicznych plusów obecnej sytuacji – mówi Ryszard Petru, główny ekonomista BPH.

Najbardziej dotkliwe dla nas jest to, że jedne podwyżki pociągają za sobą następne. – W tym roku możemy spodziewać się wzrostu cen usług, bo drożeje paliwo, gaz, prąd – przewiduje Dariusz Winek, główny ekonomista BGŻ.

Droższy prąd oznacza np. wyższe koszty usług fryzjerskich i biletów komunikacji miejskiej. Od czerwca bilet miesięczny w Warszawie na wszystkie linie, w tym metro, będzie kosztował 78 zł, czyli o 12 zł więcej. Stołeczni urzędnicy od dawna zapowiadali podwyżki, bo tramwaje i metro napędzane są drożejącym prądem, a autobusy olejem napędowym i gazem.

Wzrosną też opłaty za przesyłki w Poczcie Polskiej. Najbardziej popularne listy, czyli te o wadze do 50 g, zdrożeją o 7,5 proc. List czy kartka z pozdrowieniami będą kosztowały 1,45 zł, czyli o 10 gr więcej niż do tej pory. Od 1 czerwca zdrożeją też ceny przesyłek kurierskich.

Mimo to ekonomiści pocieszają nas, że przyszły rok powinien być lepszy i nie obfitować w tyle podwyżek. Powinien.

Gaz
W 2005 r. metr sześc. kosztował 1,44 zł. Teraz cena wzrosła do ok. 2,2 zł.

Olej napędowy
W 2006 r. litr kosztował 3,8 zł, obecnie 4,6 zł. Zdrożeje, bo cena ropy idzie w górę.

Prąd
Cena 1 kWh w 2006 r. średnio w kraju wyniosła 44 gr. Obecnie wzrosła do ok. 52 gr.

Wynajem
W 2006 r. czynsz za kawalerkę w Warszawie wynosił 1100 zł, obecnie 1400 zł.

Chleb
W grudniu 2006 r. bochenek 500 g kosztował ok. 1,5 zł, teraz ok. 2,2 zł, a zdrożeje do 2,5 zł.

Mięso
W 2006 r. za 1 kg schabu płaciliśmy 11,5 zł, obecnie – ok. 14 zł. Zdrożeje jeszcze o ok. 10 proc.

Nabiał
W styczniu 2007 r. kostka masła kosztowała ok. 2,8-3 zł. Obecnie – już nawet 4-4,2 zł.

Komunikacja
W ub.r. bilet na transport miejski w stolicy kosztował 2,4 zł, od czerwca br. – 3 zł.

Autor artykułu: Tomasz Ł.Rożek, Joanna Pieńczykowska

Pierwszy memoriał Klempela

May 19th, 2008

Z inicjatywy byłego szczypiornisty opolskiej Gwardii Gerarda Piechoty w minioną sobotę w Opolu odbył się pierwszy memoriał Jerzego Klempela, wybitnego szczypiornisty Gwardii, reprezentanta Polski, a także wrocławskiego Śląska oraz klubów niemieckich.

Kibice szczypiorniaka i sympatycy popularnego “Kukusia” najlepiej pamiętają go z występów w Gwardii i Śląsku, co było głównym powodem zaproszenia do Opola oldbojów obu zespołów. A że Klempela nie można zapomnieć, bo był nie tylko wybitnym sportowcem, ale również fantastycznym kolegą, stąd ze skompletowaniem składów nie było problemów.

Zawodnicy, a raczej panowie po 60-tce, którzy pojawili się na parkiecie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony. Bramkarz Gwardii Władysław Fąfara liczy sobie 60 lat i nie był najstarszy wśród swoich kolegów. Rainhold Urban grający do tego w polu jest o dwa lata starszy, a Gerard Sowada ma 67 lat i biegał w tempie, którego pozazdrościć może mu nie jeden 30-latek! Trenerem zespołu był zaś Edward Hyla, który nie krył wzruszenia, podkreślając, że Klempelowi taki memoriał należał się: Jurek był królem strzelców niemieckiej ligi o czym dziś mogą tylko pomarzyć nawet najlepsi polscy szczypiorniści. Był też wzorem dla młodzieży, wybitnym sportowcem. Obecna na trybunach żona Klempela Barbara nie potrafiła powstrzymać łez. Dziękowała wszystkim, którzy wzięli udział w memoriale, Główny “sprawca” I memoriału Jerzego Klempela, Gerard Piechota w swoim stylu stwierdził: – Nic wielkiego nie uczyniłem, tak miało być. Teraz chciałbym, by w następnych memoriałach do Opola przyjechały zespoły w których Jurek występował. .

Sam mecz był wspaniałym widowiskiem, trzymającym w napięciu od pierwszych do ostatnich sekund. Lepsi okazali się wrocławianie, którzy zwyciężyli 23:20. Może gdyby Gwardia wystąpiła w trochę młodszym składzie, podobnym wiekowo do wrocławskiej ekipy wynik byłby korzystniejszy.

Gwardia: W. Fąfara, J. Rusin – J. Chudzikiewicz, R. Poliwoda, L. Makarski, R. Konfisz, M. Nawrocki, R. Wasilewski, Andrzej Przybecki, J. Muszyński, G. Piechota, J. Jasiówka, R. Urban, A. Banek, P. Mieszkowski, G. Sowada, J. Wilanowski, Lech Wąsowicz.

Autor artykułu: Robert Pomocnik

Tego nie można przegrać, Polki walczą o Pekin

May 17th, 2008

Czekamy już czterdzieści lat, ale wreszcie się doczekamy! W sobotę w Tokio polskie siatkarki zaczynają bój o awans do sierpniowych igrzysk w Pekinie. Ostatni raz biało-czerwone występowały na olimpiadzie w Mek-syku w 1968 roku. Wywalczyły brąz. Cztery lata wcześniej też zajęły trzecie miejsce na najważniejszej sportowej imprezie świata. Zatem w sumie mają całkiem niezły dorobek. Sęk w tym, że były to jedyne dwa występy naszej żeńskiej drużyny w IO.

- Tym razem tylko jakiś niesamowity kataklizm może nam odebrać awans. Medalu na ig-rzyskach nie mogę wam obiecać, ale to, że zobaczycie nas w Pekinie, jest dla mnie oczywiste – zapowiada włoski trener naszej drużyny Marco Bonitta. – Oby tylko dziewczyny wytrzymały presję, bo jest ogromna – dodaje, trochę się jednak asekurując.

Złotka już w styczniu były krok od wywalczenia olimpijskich paszportów. W kontynentalnym turnieju kwalifikacyjnym w Halle doszły aż do finału, w którym przegrały z mistrzyniami świata, jednymi z głównych kandydatek do złota w Pekinie – Rosjankami.

W Halle było jednak do wywalczenia jedno miejsce w samolocie do Pekinu. Z Tokio do Chin “odlecą” aż trzy drużyny plus najlepsza z Azji, bo jest to jednocześnie turniej kontynentalny dla tej części świata.

A przegrać praktycznie nie ma z kim! Oto bilans Polek w meczach z rywalkami, z którymi będą walczyć w Tokio o awans, od kiedy reprezentację objął Bonitta: Japonia – 3:1 i 2:3, Tajlandia – 3:0, Korea – 3:1, Kazachstan – 3:2, Dominikana – 3:0 i 3:0, Peru – 3:0 oraz Kenia – 3:0.

Polki mają prawo obawiać się tylko Serbek, trzeciej drużyny świata, z którą drużyna Bonitty też ma jednak bardzo korzystny bilans. W oficjalnych spotkaniach pod wodzą Włocha trzy razy górą były nasze zawodniczki, tylko raz zwyciężyły Serbki (półfinał mistrzostw Europy). Już w Tokio obie drużyny spotkały się podczas meczu sparingowego. Znów górą były biało-czerwone, wygrywając 3:0.

- Najpierw zajmijmy jedno z trzech czołowych miejsc i dopiero zacznijmy się cieszyć z awansu – przestrzega jedna z gwiazd ekipy Bonitty Katarzyna Skowrońska-Dolata.

- Wygląda na to, że tzw. świeżość pojawiła się u nas w najodpowiedniejszym momencie – dodaje przyjmująca Anna Barańska, która ma być kolejną z liderek polskiej drużyny i która w środę obchodziła 24. urodziny. Awans do Pekinu ma być więc dla niej prezentem od drużyny.

- Jestem pewna, że będzie co świętować – uważa Barańska.

Pierwszy mecz dziś o godz. 10.55 z Japonią. Rywalki to obok Serbek chyba najtrudniejszy przeciwnik podczas tej imprezy. Już więc w pierwszym spotkaniu przekonamy się, jak naprawdę jest przygotowana do tego turnieju reprezentacja Polski.

Transmisja w Polsacie i Polsacie Sport.

Reprezentacja Polski

rozgrywające:
Milena Sadurek-Mikołajczyk (BKS Aluprof Bielsko–Biała), Katarzyna Skorupa (Farmutil Piła)

atakujące i przyjmujące:
Katarzyna Skowrońska-Dolata (na zdjęciu; Asystel Novara), Małgorzata Glinka-Mogentale (Gruppo 2002 Murcja), Anna Podolec (Bałakowska AES Bałakowo), Anna Barańska (Winiary Bakalland Kalisz), Milena Rosner (Foppapedretti Bergamo), Karolina Ciaszkiewicz (BKS Aluprof Bielsko-Biała)

środkowe:
Eleonora Dziękiewicz (Winiary Bakalland Kalisz), Maria Liktoras (Dynamo Moskwa), Agnieszka Bednarek (Farmutil Piła)

libero:
Mariola Zenik (Muszynianka-Fakro Muszyna).

Terminarz spotkań z udziałem Polek

Polska – Japonia (17 maja, godz. 10.55)
Polska – Kazachstan (18 maja, godz. 8.00)
Polska – Dominikana (20 maja, godz. 8.30)
Polska – Korea Południowa (21 maja, godz. 8.30)
Polska – Tajlandia (23 maja, godz. 8.30)
Polska – Serbia (24 maja, godz. 6.00)
Polska – Portoryko (25 maja, godz. 8.00)

Transmisje ze spotkań przeprowadzą stacje Polsat i Polsat Sport.

Z Tokio do Pekinu polecą
trzy czołowe zespoły plus najlepsza drużyna z Azji

Prawo startu w igrzyskach olimpijskich już wywalczyły
Chiny (gospodarz), Włochy, Brazylia, USA, Algieria, Kuba, Rosja i Wenezuela.

Autor artykułu: Robert Małolepszy

Kubica pomyśli latem

May 17th, 2008

Serwis Autosport.com doniósł, że Robert Kubica pozostanie w BMW Sauber do 2010 r. Umowa Polaka wygasa wprawdzie po zakończeniu obecnego sezonu, jednak w kontrakcie zapisano podobno klauzulę umożliwiającą przedłużenie umowy o kolejny rok.

Tak przynajmniej twierdzi informator popularnego serwisu. Jeśli to prawda, potencjalni chętni chcący zatrudnić Kubicę będą musieli poczekać do 2010 r. Albo za krakowianina słono zapłacić.

Kubica, jak to ma w zwyczaju, nie chciał szeroko komentować tych spekulacji.

- Niemal każdego dnia robi się jakieś zamieszanie. Tak było dwa tygodnie temu, tydzień temu, tak jest i dziś. Nie mam żadnych nowych informacji – stwierdził kierowca BMW Sauber, który w tym sezonie dwukrotnie stawał na podium wyścigów Grand Prix.

- Chcę pomóc BMW stać się zespołem mistrzów, dlatego pozostanie w tym teamie byłoby najlepszym rozwiązaniem. Na razie mogę jednak tylko zapewnić, że latem wybiorę najlepszy dla mnie wariant. W tej chwili myślę tylko o kolejnych wyścigach – dodał Kubica.

Polak odniósł się także do tematu wewnętrznej rywalizacji z innym kierowcą BMW Nickiem Heidfeldem.

- Sezon jest długi, a zespół robi wszystko, by uczynić bolid Nicka szybszym. Jestem pewien, że prędzej czy później pokaże, na co naprawdę go stać – zakończył Kubica.

Najbliższy wyścig Grand Prix odbędzie się 25 maja na torze w Monako.

Autor artykułu: Rafał Romaniuk

Opolskie dinozaury już nie są jedyne!

May 17th, 2008

Czy Opolszczyzna straciła monopol na najstarsze dinozaury na świecie? Dowiemy się tego dopiero za kilka tygodni, ale wszystko wskazuje na to, że tak właśnie się stało. Naukowcy z Instytutu Paleobiologii PAN, którzy prowadzą prace w naszym Krasiejowie, natrafili na cenne prehistoryczne szczątki na terenie cegielni w Lipiu Śląskim. To mała miejscowość w gminie Pawonków, położona tuż przy granicach miasta Lublińca. – Opinia publiczna dowie się, co znaleźliśmy dopiero wtedy, gdy będziemy pewni, co to jest – mówi nam dr Tomasz Sulej.

Co to oznacza dla Opolszczyzny? Konkurencję. Przez dziewięć lat byliśmy jedynymi posiadaczami pradinozaurów, ale nie potrafiliśmy tego wykorzystać. Teraz turyści będą mieli do wyboru Krasiejów albo Lipie. Wybór mają też inwestorzy, którzy mogą sobie zadać pytanie, gdzie korzystniej będzie stworzyć Dinopark łączący atrakcje turystyczne z naukowymi.


Od dwóch lat naukowcy z Polskiej Akademii Nauk prowadzą badania na terenie cegielni w Lipiu Śląskim, oddalonym od naszego Krasiejowa o jakieś 30 kilometrów. – Nie zamierzam się wypowiadać na ten temat, a publikacja prasowa przed zakończeniem badań może przynieść bardzo niepożądane efekty i zaszkodzić naszym badaniom – mówi dr Tomasz Sulej z Instytutu Paleobiologii PAN.

Skąd ta tajemnica? Jak wyjaśnia prof.Jerzy Dzik z Instytutu Paleobiologii PAN, naukowcy uzgadniają swoje posunięcia z miejscowymi władzami. – Wójt Pawonkowa chciał poinformować opinię publiczną o naszych odkryciach na gminnej imprezie w czerwcu, ale zdecydował, że zrobi to dopiero we wrześniu – mówi Dzik.

Wójt Henryk Swoboda potwierdza i dodaje, że jest niezadowolony z faktu, że badań nie udało się utrzymać w tajemnicy. – Czemu zależało nam na dyskrecji? Bo nie chcemy popełniać takich błędów, jakie zrobiono w przypadku Krasiejowa na Opolszczyźnie – tłumaczy. – Tam odkrycia nagłośniono, ludzie zaczęli mieć nadzieję na wielki park jurajski, a potem się okazało, że to nie takie proste. My podchodzimy do tematu ostrożnie.

Co dokładnie znaleziono w Lipiu? Nie wiemy. Żaden z badaczy nie chciał nam wczoraj tego powiedzieć Śląskim. Jak udało się nam ustalić, chodzi o kilka kości zwierząt, których pochodzenie i wiek potwierdzą dopiero dokładne analizy. Przedmiotem badań będzie również materiał skalny, na którym znajdują się prawdopodobnie odciski kończyn.

- Pracowali w jednym z wyrobisk, ale trudno mi powiedzieć, czy znaleźli coś interesującego, bo się na tym nie znam – mówi Teresa Polok, kierownik cegielni w Lipiu Śląskim. – Nie ma mowy o żadnym szkielecie, bo widzielibyśmy, że coś wynoszą. Prace naukowe w żadne sposób nie zakłócały nam eksploatacji.

Rąbek tajemnicy odsłania inny pracownik cegielni, Marek Błyszcz, który opiekował się grupą badaczy. – Potwierdzam, że znaleziono kilka kości. Naukowców zaciekawił również materiał skalny, ale w tym przypadku rzekome ślady mogą być jedynie efektem nakładania materiału skalnego. Więcej do powiedzenia będziemy mieli dopiero za miesiąc – twierdzi Marek Błyszcz, który zagadkowo uśmiecha się, słysząc pytanie, czy tajemnica nie jest związana z unikatowym charakterem znaleziska. – Proszę uzbroić się w cierpliwość i poczekać na wyniki badań. Najbardziej boimy się tego, że mówiąc o badaniach, przyciągniemy do naszej cegielni miłośników dinozaurów, którym trudno będzie zapewnić bezpieczeństwo – dodaje Błyszcz.

W połowie lat dziewięćdziesiątych na terenie cegielni znaleziono dwa ciosy mamuta, dlatego niewykluczone, że nowe kości należały do zwierząt tego gatunku. Tym razem w grę mają wchodzić – jeśli wierzyć pogłoskom – znaleziska znacznie starsze.

- To nie jedyne miejsce, gdzie prowadzimy badania. Szukamy także w gminie Woźniki w tym samym powiecie lublinieckim – mówi prof.Dzik. – Generalnie mogę powiedzieć tyle, że postaramy się zaktywizować samorządy położone a wschód od Krasiejowa.

A co dzieje się z opolskim Dinoparkiem w budowie? Gmina Ozimek czeka do końca czerwca na oferty inwestorów, którzy chcieliby zbudować komercyjną część Dinoparku. Prof.Dzik potwierdza, że władze gminy zapewne poproszą go o konsultacje. W poniedziałek poseł Ryszard Galla, ustępujący prezes Stowarzyszenia Dinopark, ma rozmawiać z marszałkiem Józefem Sebestą o udziale stowarzyszenia i samorządu województwa w zarządzaniu kompleksem Dinoparku. Jak ustaliliśmy, przyszły inwestor będzie musiał się liczyć z jeszcze jedną okolicznością: Wojewódzka Rady Ochrony Przyrody wnioskuje o to, by wzmocnić ochronę krasiejowskich dinozaurów. Bardzo możliwe, że powstanie tam rezerwat przyrody. (współpr. Bartłomiej Romanek)

Długa lista grzechów

O dinozaurach z Krasiejowa dowiedzieliśmy się dziewięć lat temu

Co wydarzyło się przez ten czas? W Polsce bardzo wiele. Powstało kilka Parków Jurajskich, między innymi w Bałtowie, Rogowie i na Wyspie Wolin. Stowarzyszenie Delta, które zrobiło świetny interes w Bałtowie, buduje kolejny park w Solcu.

A u nas? Najpierw przez kilka lat gmina Ozimek nie potrafiła zabezpieczyć kości, które chronił foliowy namiot. W końcu Urząd Marszałkowski ogłosił konkurs na projekt zagospodarowania Krasiejowa. Jego realizacja się ślimaczyła: najpierw naukowcy nie chcieli wpuścić na teren wykopalisk ciężkiego sprzętu, potem zbankrutował wykonawca. W końcu udało się zbudować pawilon a ostatnio oddać do użytku trapy spacerowe, które na razie prowadzą donikąd, bo nie ma wokół nich żadnych atrakcji. Ma je zapewnić inwestor, którego wyłoni przetarg ogłoszony przez gminę Ozimek. Jak ostatnio mówił mediom wiceburmistrz Marek Korniak, na razie żadna oferta nie spłynęła. Ale jest na to czas do końca czerwca.

Dr Sulej mówi, że włodarze Ozimka wiedzą o o znaleziskach w Lipiu. Niewykluczone, że właśnie dlatego tak się śpieszą z przetargiem. Za to poseł Ryszard Galla, wciąż jeszcze prezes Stowarzyszenia Dinopark, dowiedział się o nich od nas. Przyjął tę informację bez emocji. – Konkurencja nam nie zaszkodzi. Krasiejów już jest kojarzoną marką, wystarczy zobaczyć, jak wiele wycieczek tam się wybiera – mówi Galla. – Teraz będziemy zabiegać w Warszawie o pieniądze na część naukową.

Autor artykułu: Marek Świercz

Zaginął ojciec i syn

May 15th, 2008

Policja poszukuje dwóch mieszkańców Opola: Zbigniewa i Jacka Marulewskich. Obaj wyszli z domu 10 maja bieżącego roku i do chwili obecnej nie powrócili. Nie nawiązali żadnego kontaktu z rodziną.

Zbigniew Marulewski, syn Edmunda, ma 55 lat. Urodził się w Tczewie, tak samo jak jego syn. Obecnie mieszkają przy ul. Katowickiej 40/12.

Zbigniew Marulewski jest średniej budowy ciała, wzrost około 165 cm, włosy krótkie, siwe, twarz okrągła, oczy koloru piwnego, uszy normalne, nos prostolinijny. Widoczne ubytki w uzębieniu. Znaki szczególne – blizna na grzbiecie nosa.

Jacek Marulewski, syn Zbigniewa, ma 31 lat. Jest szczupłej budowy ciała, wzrost około 165 cm, włosy ciemny blond, oczy niebieskie, twarz pociągła, uszy normalne, nos duży, długi, uzębienie pełne. Znaki szczególne: za obszarami skroniowymi po obu stronach głowy widoczne blizny po trepanacji czaszki. Choruje na epilepsję i schizofrenię.

W sprawie zaginionych można się kontaktować z II komisariatem, tel. (077) 45-56-997, 422-26-25 lub 997.

Autor artykułu: MAN

Pamiętaj: ćwicz swój mózg

May 15th, 2008

Umysł, tak jak mięśnie, trzeba ćwiczyć – przekonują neurolodzy. I choć nawet najbardziej intensywny trening nie zrobi geniuszy z z uczniów mniej zdolnych, to na pewno wpłynie na ich szkolne wyniki.

Miejski Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli zorganizował wczoraj w Urzędzie Miasta Opola konferencję pod hasłem “Ćwiczenia mózgu – jak poprawić jego funkcjonowanie?” Program konferencji skierowany był przede wszystkim do nauczycieli i logopedów.

- Plastyczność mózgu to po prostu zdolność do uczenia się, która jest nam wrodzona. Mózg trzeba ćwiczyć, aby nie zanikała nasza sprawność umysłowa – tłumaczyła neurolog Marta Glaubic-Łątka. – Wskutek ćwiczeń nasz mózg staje się bardziej sprawny, co ułatwia z kolei naukę.

Wpływ na naszą sprawność umysłową może mieć każda aktywność: począwszy od nauki języka obcego, przez rozwiązywania sudoku, skończywszy nawet na grze w tenisa.

- Ma to jednak swoją drugą stronę: nawet u bardzo zdolnego dziecka bez odpowiedniej stymulacji umiejętności zanikają – mówi Glaubic-Łątka.

Ważne więc, by dostarczać mózgowi nowych bodźców i stale pobudzać nasze połączenia nerwowe. Jednocześnie trzeba mieć jednak świadomość, że dużo zależy także od genów i środowiska. Oznacza to, że osoba przeciętnie zdolna nigdy nie stanie się geniuszem i nie ma co jej przesadnie maltretować treningami. Tak samo nawet regularne ćwiczenie mózgu nie spowoduje, że w wieku 80 lat nasz umysł będzie działał tak sprawnie, jak u dwudziestolatka.

Autor artykułu: Natalia Musiał

Spółki niechętnie dzielą się zyskami

May 15th, 2008

Dla akcjonariuszy giełdowych spółek rozpoczął się gorący okres oczekiwania na dywidendy. Będą one szczególnie istotne dla wszystkich, którzy w ubiegłym roku stracili część oszczędności podczas spadków i teraz liczą przynajmniej na częściową rekompensatę.

Wiele wskazuje jednak na to, że w tym roku mniej firm podzieli się z inwestorami swoimi zyskami. Z kolei te, które tradycyjnie płacą dywidendy, w tym roku będą mniej hojne. Wszystko przez to, że fatalna sytuacja na giełdzie skłania do większej ostrożności i kumulowania zysków.

- Pierwsza połowa ubiegłego roku była udana dla inwestorów. Ich zyski rosły wraz ze wzrostami notowań akcji – przypomina Marcin Stebakow, analityk z Beskidzkiego Domu Maklerskiego. – Jednak w drugiej połowie roku koniunktura na giełdzie uległa znacznemu pogorszeniu i firmy zaczęły myśleć o zmianie przyjętej wcześniej polityki wypłat dywidend – tłumaczy analityk.

Przykładem takiej zachowawczej taktyki może być miedziowy koncern KGHM. Spółka z roku na rok zwiększała wielkość wypłacanej inwestorom dywidendy – z 2 zł na akcję w 2004 r. aż do 16,97 zł w ubiegłym roku. Tym razem firma nie zamierza jednak rozpieszczać akcjonariuszy. O wypłacie dywidendy zadecyduje walne zgromadzenie KGHM, które jest zaplanowane na 26 czerwca. Najprawdopodobniej wyniesie ona 5,5 zł na akcję, ale niewykluczone, że akcjonariusze zwiększą ją do 9 zł.

Zyskami podzielą się w tym roku także największe notowane na giełdzie banki. Pekao SA chce zapłacić inwestorom po 9,6 zł za akcję.

Drugi pod względem wielkości PKO BP zapłaci akcjonariuszom po 1,09 zł za akcję. Hojny w tym roku będzie także ING BSK, który na początku chciał zdecydować o pozostawieniu całego zysku w spółce, ale w rezultacie ustalił dywidendę na poziomie aż 11,70 zł za akcję. Po 3 zł na każdy papier dostaną posiadacze akcji banku BZ WBK.

Pieniądze, które zapłacą akcjonariuszom banki, będą dla nich pewną formą rekompensaty za straty, które ponieśli na ich akcjach. W drugim półroczu, kiedy przez światowe parkiety przetoczył się kryzys, indeks WIG Banki na polskiej giełdzie stracił ponad 11 proc.

- Przyznanie dywidendy można uznać za wyraz troski o drobnych inwestorów – podkreśla Tomasz Bar z portalu Finanseosobiste.pl. – Również fundusze inwestycyjne i emerytalne mogą upatrywać w dywidendach szansy na polepszenie swoich słabych wyników – mówi.

Znacznie mniej hojne będą w tym roku małe spółki, które w zdecydowanej większości postanowiły reinwestować swoje zyski. Nie powinien to jednak być powód do zmartwienia dla inwestorów.

- Często o wiele większe znaczenie dla akcjonariusza ma to, że firma przeznaczy swoje zyski na nowe inwestycje – tłumaczy Konrad Smok ze Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych. A to również przekłada się na przyszłe zyski, chociaż czasem trzeba na nie dłużej poczekać.

Kupuj akcje dużych spółek, zgarnij dywidendę

Katarzyna Siwek, analityk firmy Expander.
Na polskim rynku dywidendy mają ograniczony wpływ na rynek akcji. Wynika to stąd, że liczba spółek, które dzielą się z akcjonariuszami zyskiem jest niewielka, a przeciętna relacja dywidendy do kursu akcji stosunkowo niska. Obecnie dla polskich spółek wynosi ona ok. 2,6 proc., czyli znacznie poniżej poziomu stóp procentowych. Dla inwestora kluczowa jest odpowiedź na pytanie, dlaczego spółka wypłaca dywidendę. Czy robi to po to, aby podzielić się zyskiem z akcjonariuszami, czy też dlatego, że nie ma pomysłu na rozwój. Dywidendy zazwyczaj wypłacają firmy będące w fazie zrównoważonego rozwoju. Spółki wzrostowe zwykle zatrzymują zyski. Warto zwrócić też uwagę na to, że wypłata dywidendy powoduje poprawę wskaźników zwrotu kapitału, które analitycy biorą pod uwagę przy wycenie spółek. Przełom wiosny i lata to okres zakupu spółek “pod dywidendy”. Jest to opłacalne przede wszystkim w przypadku firm, które decydują się na wypłatę szczególnie wysokich dywidend. Problem jednak w tym, że gdy taka informacja staje się publiczna, kurs natychmiast idzie w górę.

Autor artykułu: Łukasz Pałka