Wierzbie: Szukali mogił partyzantów “Bartka”


Koparka i żołnierze w czwartek i piątek rozkopali podwórze Stanisława Beera z Wierzbia pod Łambinowicami. Szukali masowej mogiły kilkunastu żołnierzy z oddziału “Bartka”. Partyzanci, którzy walczyli w okolicach Żywca, podstępem zostali wywiezieni przez UB na Opolszczyznę i tu wymordowani. Ich grobów poszukuje katowicki Instytut Pamięci Narodowej, który prowadzi śledztwo w sprawie komunistycznej zbrodni.

W 1946 r. zaginęło bez wieści co najmniej 167 partyzantów “Bartka”. Wywożono ich w kilku transportach. Jeden trafił do Barutu na granicy województw śląskiego i opolskiego. Inny właśnie do Wierzbia.

Dlaczego szukano akurat na posesji Stanisława Beera?

- Właściciel posesji, w latach siedemdziesiątych, kopiąc dół na wapno, natrafił na kości ludzkie – powiedział nam Piotr Nalepa, prokurator z IPN. – Te zeznania mają swoje potwierdzenia w relacji starszej mieszkanki Wierzbia, która w 1946 roku, widziała kilkunastu ukrywających się tu żołnierzy. O samej akcji jednak nic nie wie.


By za komuny zbudować dom, najpierw trzeba było zgromadzić materiały – Stanisław Beer z Wierzbia opowiada historię sprzed lat. – Przywiozłem piasek, żwir. Musiałem też wykopać dół na wapno.

To był początek lat siedemdziesiątych. Gdy Stanisław Beer zaczął kopać, jakieś 30 metrów od domu, który wówczas budował, a w którym dziś mieszka, natknął się na kości.

- Nie miałem wątpliwości, że to ludzkie szczątki. Piszczele, kości udowe. Nie było tylko czaszek, ani kręgosłupów – opowiada.

Kości odłożył na stertę. Zgłosił sprawę milicji, ale nikt się nie zainteresował, tak jakby ówczesnym władzom znalezisko było bardzo nie na rękę.

Beer rozmawiał ze starszymi mieszkańcami Wierzbia. Dziś nie ma wątpliwości, że wiedzieli co to za szczątki i jaka jest ich historia. Jedni radzili: “Zostaw to, niech spoczywają w pokoju”. Inni mówili: “To swoi swoich wymordowali”.

Nikt nie był skory do rozmów, ani do zajęcia się sprawą. Beer w końcu rozwiózł kości i ziemię z wykopanego dołu po okolicznych polach.

W miejscu gdzie je znalazł posadził krzew. Ku pamięci.

Właśnie ten skrawek ziemi rozkopali w ubiegłym tygodniu żołnierze i koparka. Mimo przerzucenia ton piachu, i wdarcia się na głębokość 2,5 metra niczego nie znaleziono. Ani jednej kostki, ani jednej czaszki.

- Widocznie musimy szukać głębiej. To jeszcze nie koniec naszych poszukiwań. Musimy tu wrócić – zapowiada Piotr Nalepa z IPN.

Zaraz po wojnie, w 1946 r., w Wierzbiu stacjonowało nie tylko UB, ale także radzieckie NKWD. Waleria Gouda miała 11 lat. Pamięta jak pewnego dnia widziała kilkunastu mężczyzn idących drogą.

- Różnie byli ubrani, a jeden to był tylko w spodniach – opowiada. – Weszli do jednego budynku, ale drewniane schody się zawaliły. Pobiegli do następnego, po drugiej stronie drogi. Ten budynek stoi do dziś, na podwórzu Stanisława Beera. Mieli wejść na strych.

Co się stało później? Szczegóły nie są znane. Kilkunastu partyzantów z oddziału Henryka Flamego ps. “Bartek” UB i NKWD miało rozstrzelać kilka metrów dalej, za szklarnią. Ich ciała spoczęły w ziemi.

Uratował się tylko jeden, najmłodszy, 17-latek.

- Został na strychu. Przykrył się matami słomianymi. Siedział tam z dwa-trzy dni, aż wszystko ucichło – opowiada historię pan Stanisław. – Te maty miałem na strychu długo, jeszcze w latach osiemdziesiątych.

Młody partyzant poszedł na piechotę w okolice Baraniej Góry, gdzie operował “Bartek”. Szedł dwa tygodnie. Opowiedział o wszystkim. To położyło kres wywózce wojaków. Wcześniej, w pięciu-sześciu transportach, na Opolszczyznę wywieziono i “zlikwidowano” co najmniej 167 mężczyzn nie zgadzających się na wprowadzenie w Polsce komunizmu.

“Uciekinier” uratował w ten sposób życie reszty żołnierzy z 350-osobowego zgrupowania “Bartka” (zwanego także “Królem Podbeskidzia”). Właz na strych (na zdjęciu) istnieje do dziś. Nie wiadomo jednak na pewno czy właśnie tu ukrył się młody partyzant. IPN zna jeszcze kilka wersji cudownego ocalenia jedynego żołnierza, który uszedł z życiem z ubeckiej zasadzki.

Inny transport z partyzantami trafił do Barutu. Żołnierzy umieszczono w budynku, który nad ranem wysadzono w powietrze. Wszyscy zginęli. Ich szczątków szukano już wielokrotnie. Bez skutku. Najprawdopodobniej strzępy ciał i mundurów, które zostały po wybuchu spalono. Po kilku latach resztki, których nie strawił ogień wywieziono w inne miejsce. Ziemia nadal skrywa tajemnicę.

Autor artykułu: Maciej T. Nowak

Comments are closed.