Jeden z ostatnich


Prawie zupełnie wyszły z użycia zegarki mechaniczne,
ze sprężyną. Powszechne stały się zegary elektroniczne,
które nie wymagają napraw, a kiedy się zepsują, trafiają na śmietnik. Zegarmistrzów jest coraz mniej, a ich praca sprowadza się najczęściej do wymiany paska czy skrócenia bransolety.

Jeszcze w latach 80. w blisko 150-tysiÄ™cznym Opolu czynnych byÅ‚o dwadzieÅ›cia punktów zegarmistrzowskich. FunkcjonowaÅ‚ paÅ„stwowy “Jubiler”, w którym zegarki naprawiaÅ‚o piÄ™ciu fachowców. Po dwudziestu latach zegarmistrzów jest o poÅ‚owÄ™ mniej, pracujÄ…cych na ogół w jednoosobowych zakÅ‚adach.
- Tego siÄ™ nie da porównać – twierdzi Henryk Zimoch, który fachu zaczÄ…Å‚ siÄ™ uczyć w 1959 roku i do dzisiaj prowadzi warsztat.
W latach powojennych zegarki kieszonkowe przerabiało się na ręczne. Potem do Polski napływały zegarki szwajcarskie z przemytu, a później dość masowo sprowadzano zegarki z ówczesnego Związku Radzieckiego. Było co naprawiać i konserwować.
- Dobre “szwajcary”, takie jak Delbana, Atlantic czy Doxa, kosztowaÅ‚y nawet wiÄ™cej niż Å›rednia pensja – dodaje. – Na ruskie Pobiedy, Czajki i Zwiezdy poczÄ…tkowo byÅ‚y talony, tak jak na inne artykuÅ‚y. Kto to dziÅ› pamiÄ™ta?

Elektronika odebrała robotę

W latach 80. coraz częściej zaczęły siÄ™ pojawiać zegarki elektroniczne. One to sukcesywnie pozbawiaÅ‚y zegarmistrzów zajÄ™cia, które głównie – także i dzisiaj – polega jedynie na wymianie baterii.
- Te o plastikowych wnÄ™trzach to jednorazówki, ale sÄ… też zegarki markowe jak Grovana, Adriatica czy Seiko, które siÄ™ naprawia – mówi zegarmistrz mÅ‚odszego pokolenia, PaweÅ‚ Czemeres. – NapÄ™dy kwarcowe sÄ… bowiem dość czuÅ‚e na zabrudzenia czy wodÄ™. Napraw takich zegarków jest jednak jak na lekarstwo.
- Choć nasz zakÅ‚ad leży na deptaku w centrum miasta, najczÄ™stszymi usÅ‚ugami sÄ… wymiany baterii lub paska – twierdzi PaweÅ‚ Halupczok, który w zawodzie pracuje już 49 lat. – Rzadko mamy inne, bardziej skomplikowane zlecenia, co w sumie skazuje nas ledwie na wegetacjÄ™.

Z ojca na syna

Zegarmistrzowski fach jest jednym z tych, które przechodzą w rodzinie z ojca na syna. Pionierami w powojennym Opolu byli Bogdan Lontkowski, Eugeniusz Kantor, Wacław Witon oraz Tadeusz Zimoch i tylko poza tym pierwszym, wszyscy przekazywali pałeczkę swoim synom, a niektórzy nawet wnukom.
- W moim przypadku byÅ‚o to nawet koniecznoÅ›ciÄ… – mówi Piotr Zimoch, byÅ‚y starszy cechu zegarmistrzów. – Gdy zdaÅ‚em maturÄ™ w 1951 roku, bez preferencji ZMP-owskich lub punktów za pochodzenie, na studia trudno byÅ‚o siÄ™ dostać. ZostaÅ‚em rzemieÅ›lnikiem, a dziÅ› w tym zawodzie mamy bryndzÄ™. Ludzie nie potrzebujÄ… zegarków, bo majÄ… telefony komórkowe z zegarkiem. A trzem milionom bezrobotnych budziki sÄ… niepotrzebne, oni do pracy nie idÄ…, gdyż Å›piÄ….
Ci, którzy dziś prowadzą punkty naprawy zegarków, mówią o sobie, że są ostatnimi Mohikaninami w tym fachu. Żaden z nich nie namówi syna czy wnuka do swojego zawodu.

Kazimierz Sempruch

Upada tradycja

Jeszcze nie tak dawno w Polsce funkcjonował Cech Rzemiosł Różnych (w tym zegarmistrzowski). Dzisiaj zawodów jest już o wiele mniej, a ten cech nazywa się już inaczej: Cech Rzemiosł i Przedsiębiorczości.
Na podstawie rozporządzenia Rady Ministrów nie wymaga się, aby zegarmistrzowie należeli do organizacji społeczno-zawodowej, jakim jest cech. Chyba, że mistrz zamierza kształcić uczniów.
W powiecie opolskim ostatniego ucznia wykształcił Piotr Zimoch, a było to w 1993 roku.

Autor artykułu: Kazimierz Sempruch

Comments are closed.