Setka zasłużonych

June 3rd, 2008

Honorowy Komitet organizujący obchody 10-lecia obrony samodzielności województwa spotkał się wczoraj, by zaklepać ostateczny program zaplanowanych na całe lato uroczystości. Wielkie regionalne święto zacznie w piątek 6 czerwca uroczysta sesja Sejmiku Wojewódzkiego.

Prof.Dorota Simonides odbierze dyplom Honorowego Obywatela Województwa Opolskiego. Odznakę za zasługi dla regionu otrzyma ponad sto osób, które w 1998 roku angażowały się w obronę regionu. Ich listę pracownicy Urzędu Marszałkowskiego, wspierani przez założyciela Obywatelskiego Komitetu Obrony Opolszczyzny Janusza Wójcika, układali mozolnie przez kilka ostatnich tygodni. Nie będzie na niej jedynie wielu polityków SLD, którzy – jak Aleksandra Jakubowska czy Leszek Pogan- dzielnie bronili regionu, ale potem weszli w konflikt z prawem.

Na sobotę 7 czerwca zaplanowano uroczystą mszę w Katedrze i przemarsz żółto-niebieskiego korowodu pod pomnik Brońmy Swego Opolskiego. W części artystycznej wystąpią między innymi Zespół Pieśni i Tańca Opole oraz legendarna opolska kapela rockowa TSA.

O 15.15 odbędzie się uroczyste krojenie i dzielenie tortu w kształcie ocalonego przed likwidacją województwa.

Autor artykułu: Marek Świercz

Weekend topielców

June 3rd, 2008

Do dwóch tragicznych wypadków nad wodą doszło w niedzielę na Opolszczyźnie.

Pierwszy wydarzył się na akwenie w Raszowej. Grupa mężczyzn łowiła ryby i raczyła się alkoholem. Około 11, 34-letni mieszkaniec Zawadzkiego postanowił przepłynąć na drugą stronę zbiornika. Wskoczył do wody i już nie wypłynął. Jego kompani byli zbyt pijani, żeby zauważyć co się dzieje. Dopiero po paru godzinach stwierdzili nieobecność kolegi. Zaalarmowali policję i straż pożarną. Służby mundurowe rozpoczęły poszukiwania mężczyzny około 18. Dwie godziny później odnaleziono ciało mężczyzny. Jak się dowiedzieliśmy, prawdopodobną przyczyną śmierci 34-latka był skurcz i zawał.

Tego samego dnia w Nysie około 21, młody mężczyzna wskoczył do Nysy Kłodzkiej. Prawdopodobnie pił wcześniej alkohol. Świadek zdarzenia próbował ratować 21-latka, jednak nie udało mu się wyciągnąć go z wody. Strażacy podjęli akcję ratowniczą, niestety bez pozytywnego rezultatu. Dopiero w poniedziałek nad ranem wyłowili z rzeki ciało mężczyzny.

- Należy zachować ostrożność i nie zanurzać się w zimnej wodzie, bo to grozi wstrząsem termicznym – apelują opolscy policjanci.

Autor artykułu: Anna Nowak, Natalia Musiał

Gminy pamiętają o maluchach

June 3rd, 2008

0polszczyzna jest jedynym województwem w kraju, gdzie każda gmina prowadzi jakieś przedszkole – chwaliła wczoraj nasz region minister oświaty Katarzyna Hall podczas pierwszej Opolskiej Debaty Edukacyjnej. W kraju jest znacznie gorzej: są regiony, gdzie nawet 80 procent wiejskich gmin nie ma już żadnych przedszkoli.

Pierwsza Opolska Debata Edukacyjna ściągnęła wczoraj do auli Wydziału Teologicznego tłum pracowników opolskiej oświaty, samorządowców i polityków. Głównym punktem programu było wystąpienie minister oświaty Katarzyny Hall, która zaprezentowała założenia najnowszego programu reformy oświaty “Szkoła przyjaźnie wymagająca”. Program ma zostać wdrożony w całym kraju do roku 2015. – Jednak w najbliższym roku szkolnym żadnych zmian nie będzie – zapewniała minister Hall.

Szefowa resortu edukacji ma zamiar odwiedzić z prezentacją wszystkie 16 regionów. Opolskie było na jej liście 14. regionem z rzędu. Podróż po województwach ma być uzupełnieniem kampanii informacyjnej prowadzonej od kwietnia w internecie, gdzie ruszyła specjalna strona. Umieszczone na niej materiały zostały do tej pory pobrane prawie 200 tysięcy razy. Do ministerstwa trafiło też tysiące opinii na temat założeń reformy. O ile ta lansowana przez ministra Romana Giertycha nastawiona była na dyscyplinowanie uczniów, to ta firmowana przez minister Hall ma na celu poprawę jakości kształcenia. Nad kompleksowym programem, który ma objąć 13 uczących się roczników (dziś jest 12, ale od roku szkolnego 2009/2010 dojść mają sześciolatki), pracuje zespół złożony ze 100 ekspertów. Główna idea jest prosta: kolejne szczeble nauczania mają się opierać na poprzednich – program w liceum nie będzie, jak dzieje się dziś, pogłębieniem treści z gimnazjum, które z kolei miały poszerzać program z podstawówki.

- Dlaczego jeździmy po regionach? Bo każdy z nich ma inny potencjał i inne tradycje – tłumaczyła w Opolu minister Hall.

Dla wielonarodowej Opolszczyzny kluczową sprawą wydaje się być edukacja regionalna. – Uzgodniliśmy już z panią minister, że w przyszłym roku właśnie u nas odbędzie się ogólnopolska konferencja na temat edukacji regionalnej – zapowiedział wczoraj wojewoda Ryszard Wilczyński.

Opolszczyzna wyróżnia się na tle kraju jeszcze jedną cechą: troską gmin o przedszkolaków. Jesteśmy jedynym regionem w Polsce, gdzie każdy samorząd prowadzi przedszkola. – To wzorzec, do którego powinni dążyć inni – mówiła minister Hall. – Bo są regiony, gdzie nawet 80 procent wiejskich gmin nie ma ani jednego przedszkola.

Opolskie słynęło też z odważnych, blokowanych przez związki zawodowe i kuratorium, prób reformowania oświaty, np. gmina Olszanka próbowała obejść Kartę Nauczyciela, oddając prowadzenie szkół specjalnej fundacji. Wygląda na to, że minister Hall będzie takim próbom kibicować.

- Jestem za różnorodnością rozwiązań, bo to wyzwala konkurencję i poszerza ofertę dla uczniów – przekonywała.

Wielki zastrzyk gotówki dla opolskiej oświaty

Podczas Opolskiej Debaty Edukacyjnej marszałek Józef Sebesta podliczył unijne pieniądze na wsparcie regionalnej oświaty.

Pieniędzy do wydania będzie w najbliższych kilku latach naprawdę sporo. Pierwsze źródło unijnej gotówki to Regionalny Program Operacyjna na lata 2007-2013. Na wsparcie oświaty regionalnej Opolszczyzna ma około 17 milionów euro.

Część zostanie rozdzielona w konkursach, część poszła na tak zwane projekty kluczowe, takie jak budowa centrum konferencyjnego Uniwersytetu Opolskiego czy rozbudowa drugiego kampusu Politechniki Opolskiej. Na oświatę lokalną mamy w RPO kolejne 3 miliony euro – tutaj całość zostanie podzielona w drodze konkursów między gminy, które zdecydują się na złożenie wniosków związanych z modernizacji bazy oświatowej na swoim terenie.

Kolejne źródło pieniędzy to sektorowy, a więc ogólnokrajowy program Kapitał Ludzki, który ma jednak tak zwaną “regionalną kopertę”. Przykładowo: Opolskie ma w tej “kopercie” około 66 mln zł na rozwój kompetencji w regionie, 45 mln zł na poprawę jakości kształcenia zawodowego, 16 mln zł na wspieranie działań z zakresu kształcenia ustawicznego, 8,5 mln zł na poprawę kwalifikacji kadry oświatowej i wreszcie 13 mln zł na wsparcie oddolnych inicjatyw oświatowych w środowiskach wiejskich.

Autor artykułu: Marek Świercz

Wierzbie: Szukali mogił partyzantów “Bartka”

June 2nd, 2008

Koparka i żołnierze w czwartek i piątek rozkopali podwórze Stanisława Beera z Wierzbia pod Łambinowicami. Szukali masowej mogiły kilkunastu żołnierzy z oddziału “Bartka”. Partyzanci, którzy walczyli w okolicach Żywca, podstępem zostali wywiezieni przez UB na Opolszczyznę i tu wymordowani. Ich grobów poszukuje katowicki Instytut Pamięci Narodowej, który prowadzi śledztwo w sprawie komunistycznej zbrodni.

W 1946 r. zaginęło bez wieści co najmniej 167 partyzantów “Bartka”. Wywożono ich w kilku transportach. Jeden trafił do Barutu na granicy województw śląskiego i opolskiego. Inny właśnie do Wierzbia.

Dlaczego szukano akurat na posesji Stanisława Beera?

- Właściciel posesji, w latach siedemdziesiątych, kopiąc dół na wapno, natrafił na kości ludzkie – powiedział nam Piotr Nalepa, prokurator z IPN. – Te zeznania mają swoje potwierdzenia w relacji starszej mieszkanki Wierzbia, która w 1946 roku, widziała kilkunastu ukrywających się tu żołnierzy. O samej akcji jednak nic nie wie.


By za komuny zbudować dom, najpierw trzeba było zgromadzić materiały – Stanisław Beer z Wierzbia opowiada historię sprzed lat. – Przywiozłem piasek, żwir. Musiałem też wykopać dół na wapno.

To był początek lat siedemdziesiątych. Gdy Stanisław Beer zaczął kopać, jakieś 30 metrów od domu, który wówczas budował, a w którym dziś mieszka, natknął się na kości.

- Nie miałem wątpliwości, że to ludzkie szczątki. Piszczele, kości udowe. Nie było tylko czaszek, ani kręgosłupów – opowiada.

Kości odłożył na stertę. Zgłosił sprawę milicji, ale nikt się nie zainteresował, tak jakby ówczesnym władzom znalezisko było bardzo nie na rękę.

Beer rozmawiał ze starszymi mieszkańcami Wierzbia. Dziś nie ma wątpliwości, że wiedzieli co to za szczątki i jaka jest ich historia. Jedni radzili: “Zostaw to, niech spoczywają w pokoju”. Inni mówili: “To swoi swoich wymordowali”.

Nikt nie był skory do rozmów, ani do zajęcia się sprawą. Beer w końcu rozwiózł kości i ziemię z wykopanego dołu po okolicznych polach.

W miejscu gdzie je znalazł posadził krzew. Ku pamięci.

Właśnie ten skrawek ziemi rozkopali w ubiegłym tygodniu żołnierze i koparka. Mimo przerzucenia ton piachu, i wdarcia się na głębokość 2,5 metra niczego nie znaleziono. Ani jednej kostki, ani jednej czaszki.

- Widocznie musimy szukać głębiej. To jeszcze nie koniec naszych poszukiwań. Musimy tu wrócić – zapowiada Piotr Nalepa z IPN.

Zaraz po wojnie, w 1946 r., w Wierzbiu stacjonowało nie tylko UB, ale także radzieckie NKWD. Waleria Gouda miała 11 lat. Pamięta jak pewnego dnia widziała kilkunastu mężczyzn idących drogą.

- Różnie byli ubrani, a jeden to był tylko w spodniach – opowiada. – Weszli do jednego budynku, ale drewniane schody się zawaliły. Pobiegli do następnego, po drugiej stronie drogi. Ten budynek stoi do dziś, na podwórzu Stanisława Beera. Mieli wejść na strych.

Co się stało później? Szczegóły nie są znane. Kilkunastu partyzantów z oddziału Henryka Flamego ps. “Bartek” UB i NKWD miało rozstrzelać kilka metrów dalej, za szklarnią. Ich ciała spoczęły w ziemi.

Uratował się tylko jeden, najmłodszy, 17-latek.

- Został na strychu. Przykrył się matami słomianymi. Siedział tam z dwa-trzy dni, aż wszystko ucichło – opowiada historię pan Stanisław. – Te maty miałem na strychu długo, jeszcze w latach osiemdziesiątych.

Młody partyzant poszedł na piechotę w okolice Baraniej Góry, gdzie operował “Bartek”. Szedł dwa tygodnie. Opowiedział o wszystkim. To położyło kres wywózce wojaków. Wcześniej, w pięciu-sześciu transportach, na Opolszczyznę wywieziono i “zlikwidowano” co najmniej 167 mężczyzn nie zgadzających się na wprowadzenie w Polsce komunizmu.

“Uciekinier” uratował w ten sposób życie reszty żołnierzy z 350-osobowego zgrupowania “Bartka” (zwanego także “Królem Podbeskidzia”). Właz na strych (na zdjęciu) istnieje do dziś. Nie wiadomo jednak na pewno czy właśnie tu ukrył się młody partyzant. IPN zna jeszcze kilka wersji cudownego ocalenia jedynego żołnierza, który uszedł z życiem z ubeckiej zasadzki.

Inny transport z partyzantami trafił do Barutu. Żołnierzy umieszczono w budynku, który nad ranem wysadzono w powietrze. Wszyscy zginęli. Ich szczątków szukano już wielokrotnie. Bez skutku. Najprawdopodobniej strzępy ciał i mundurów, które zostały po wybuchu spalono. Po kilku latach resztki, których nie strawił ogień wywieziono w inne miejsce. Ziemia nadal skrywa tajemnicę.

Autor artykułu: Maciej T. Nowak

Nysa: Kto najładniej odnowił dom?

June 2nd, 2008

Perełki architektury, które powstały po 1990 r. chce nagrodzić Urząd Miasta i Gminy Nysa, dlatego organizuje Konkurs Architektoniczny “Perły Nysy 2008″.

- Konkurs ma uhonorować właścicieli ładnie odnowionych budynków – mówi p.o. kierownika biura promocji nyskiego magistratu, Edyta Bednarska-Kolbiarz. – Można zgłosić do nagrody na przykład wspólnotę mieszkaniową, która wspólnym wysiłkiem pięknie wyremontowała starą kamienicę. Nagrody – po 20 tys. zł – będą rozdane w trzech kategoriach: na najpiękniejszy budynek mieszkalny, na obiekt użyteczności publicznej i najlepiej odnowiony zabytek. Nominacje zostaną ogłoszone do końca sierpnia br. Kupony konkursowe można wrzucać do 30 czerwca do urn w kilku miejscach w Nysie: w Urzędzie Miasta i Centrum Informacji Turystycznej oraz na terenie gminy u sołtysów.

Autor artykułu: PAT

Koncert: Gregorianie na modłę pop

June 2nd, 2008

Nieczęsto zdarza się, żeby w ciągu jednego wieczoru z jednej sceny popłynąć mogły największe przeboje wszech czasów. Konia z rzędem temu, kto sprawi, że ramię w ramię naprzeciw publiczności staną Dire Straits i Ultravox, U2 z Lennym Kravitzem, David Bowie do spółki z Led Zeppelin oraz Pink Floyd i Deep Purple. Jeszcze się taki nie urodził, któremu udałoby się zebrać tak megagwiazdorski festiwalowy skład. I to nie tylko dlatego, że połowa wyżej wymienionych kapel już nie istnieje.

Ale szczwany lis z Hamburga, 45-letni producent Frank Peterson, przed siedemnastu laty wywęszył cudowną formułę, dzięki której bez ponoszenia wielkich kosztów i reaktywowania zespołów udało się zgrabnie połączyć rockowe songi z lat 60. i 70. oraz hity ze współczesnych list przebojów. Recepta na pogodzenie gustów fanów rocka, metalu, bluesa i elektroniki okazała się bajecznie prosta. Wystarczyło skrzyknąć kilku śpiewających kumpli o anielskich głosach, ubrać ich w mnisie habity i zmyślnie przearanżować popowe evergreeny na gregoriańską nutę. Tak narodzili się Gregorian.

Dziewięcioosobowy męski chór, w którego repertuarze znajdziemy m.in. kawałki Björk, Bitelsów, Metalliki i R.E.M., zaśpiewa 19 czerwca w warszawskiej Sali Kongresowej. Pałac Kultury i Nauki zmieni się w muzyczną świątynię, gdy Peterson i spółka (wokaliści i trzej sesyjni muzycy) zaintonują gregoriańską wersję morderczej ballady “Where The Wild Roses Grow” Nicka Cave’a czy mrocznego “Hurt” nagranego przed laty przez Nine Inch Nails.

Bo o kunszcie zakapturzonych, odzianych w zakonne szaty wokalistów najlepiej świadczą ich koncerty. Na przekór gregoriańskiemu umiłowaniu ascezy muzycy dają – dosłownie – ognisty show. Scena tonie w barwnej iluminacji, nad nią unoszą się kłęby dymu, a mnisi suną po niej bezszelestnie niczym po klasztornych korytarzach, dzierżąc w dłoniach płonące pochodnie.

I nikomu nie przeszkadza, że to, co robią członkowie zespołu, niewiele ma wspólnego z czystym gregoriańskim śpiewem. Panowie nie używają łaciny i choć brzmią dostojnie, to bynajmniej nie ascetycznie. Ale gdyby Gregorianie wierni byli średniowiecznym kanonom, to pewnie nie udałoby im się pokryć złotem kolejnych części “Masters of Chant”. Płyta ze światowymi hitami osiem lat temu zawojowała Europę od Półwyspu Iberyjskiego (najlepiej sprzedała się w Portugalii) po Ural. Przed rokiem światło dzienne ujrzał szósty album z przebojowej serii śpiewających mnichów.

Chór Petersona okazał się na tyle ciekawym i intratnym przedsięwzięciem, że nawet w Polsce znalazł swoich naśladowców. Pięcioosobowa formacja Mistic pod wodzą Mikołaja Kotyczki na gregoriański warsztat wzięła rodzime hity ostatnich lat, m.in. “Żałuję” Eweliny Flinty i “Statki na niebie” De Mono.

Jeśli zachwyceni warszawskim koncertem Gregorian nie będziecie już chcieli słuchać światowych przebojów w oryginalnych wersjach, to pędźcie do sklepu po płyty zespołu Nouvelle Vague i krążki sygnowane przez Senora Coconut. Francuska formacja słynie z zamiłowania do nagrywania coverów ponurych songów Joy Division, Depeche Mode i The Clash w ubarwionej kobiecym wokalem stylistyce pogodnej bossa novy. A rezydujący w Santiago de Chile Niemiec Uwe Schmidt czerpie radość i zyski z przeróbek utworów Kraftwerk i The Doors na gorącą latynoamerykańską nutę.

Chór Gregorian, 19 czerwca, koncert w Sali Kongresowej w Warszawie, bilety 60-250 zł

Autor artykułu: Karolina Szmytko

Nastula wraca – aż poleje się krew

May 31st, 2008

Czekałem aż 10 lat, żeby znów walczyć przed polskimi kibicami i ich nie zawiodę – mówi Paweł Nastula przed sobotnią galą Martial Combat Club.

Mistrz olimpijski w judo z Atlanty w Warszawie wyjdzie na ring w małych rękawiczkach i będzie walczył według reguł mieszanych sztuk walki (MMA). Naprzeciw niego stanie japoński zapaśnik Koji Kanechika.

Teoretycznie to Nastula ma w rękach wszystkie argumenty na poparcie tezy, że jest śmiertelnie niebezpieczny. Przemawiają za nim cztery walki w najbardziej prestiżowej organizacji na świecie – Pride (już praktycznie nie istnieje, wykupiona przez amerykańskie UFC). Paweł ma w niej bilans ujemny (1-3).

- To się wkrótce zmieni. Pride już nie ma, ale ja zamierzam walczyć dalej w innych federacjach – wyjaśnia judoka, który ma na koncie 312 wygranych na tatami walk z rzędu.

Teraz krążą już legendy w hali bokserskiej Legii o sile ciosu Nastuli. – To potwór. Każdego dnia, którego tutaj był, ostro obrywałem – mówi Thierry Sokoudjou, jedna ze wschodzących gwiazd MMA, który przyjechał właśnie do Polski.

W kwietniu Paweł wyruszył za ocean do ośrodku Team Quest w Kalifornii, gdzie trenują czołowi zawodnicy UFC.

Nastula dziś imponuje szybkością i siłą, do swojej fantastycznej techniki judoki dołożył wiele elementów z boksu (trenuje pod okiem Krzysztofa Kosedowskiego) i kilku innych sztuk walki. Kibice, którzy przyjdą na Torwar, mogą być pewni, że walka toczyć się będzie dotąd, aż poleje się krew albo Japończyk padnie na deski.

W sumie rozegranych zostanie 11 walk w formule MMA, dwie w formule K-1 i pierwsza w historii polskiego MMA walka kobieca. Show może potrwać nawet 4,5 godz. Organizatorzy zapowiadają, że przygotowali niezwykłą oprawę muzyczną i wizualną.

Paweł Nastula będzie gwiazdą sobotniej gali na Torwarze. Fot. Justyna Cieślikowska

Autor artykułu: Oskar Berezowski

Olesno: Gimnazjalistka wypadła z okna

May 31st, 2008

W Zespole Szkół Dwujęzycznych nr 2 w Oleśnie doszło do wypadku. Uczennica I klasy gimnazjum próbowała otworzyć okno stojąc na jego parapecie. Straciła równowagę i upadła na betonowe podłoże z wysokości 5 metrów. Do wydarzenia doszło na lekcji. Roman Jędrak z KPP w Oleśnie potwierdza, że w czasie wypadku nauczyciel był obecny w klasie był trzeźwy. Dziewczynka odniosła obrażenia w postaci złamania kości czaszki oraz śródstopia.

Autor artykułu: MB

Zgrupowanie w Schwarzwaldzie dobiega końca

May 30th, 2008

Lżejsze treningi. Dużo ćwiczeń z piłką. Rozgrywanie ataku i stałych fragmentów gry. Wczoraj, po dniu relaksu i ogłoszeniu 23-osobowej kadry, rozpoczął się drugi etap przygotowań biało-czerwonych do pierwszego meczu z Niemcami na Euro.

W treningach nie wzięli udziału trzej kontuzjowani zawodnicy. Wojciech Łobodziński i Michał Żewłakow na razie ćwiczą jazdę na rowerze.

- Było więcej strachu niż to wszystko warte. Na Niemcy na pewno zdążę – uspokajał Łobodziński, u którego po meczu z Albanią podejrzewano nawet złamanie kości strzałkowej.

- Mam nadzieję, że ta “agrafka” długo nie będzie mi doskwierać. Miewałem wcześniej podobne urazy. Raz dochodziłem po nich do gry dłużej, innym razem szybciej. Nie wiem, jak będzie tym razem – wyjaśnił Żewłakow, który opuścił boisko w spotkaniu z Albanią już w 9 minucie z naciągniętym mięśniem prawej nogi.

Obrońca Olympiakosu Pireus nie myśli wyłącznie o sobie i swoim udziale w Euro. Pokazał, że jest wyjątkowo poczciwym człowiekiem, bardzo wrażliwym na krzywdę ludzką. W przeprowadzonej wśród kadrowiczów zbiórce datków na operację oka dziewczynki, której grozi utrata gałki ocznej “Żewłak” zadeklarował przekazanie… 30 tysięcy euro. – Ja dam pieniądze a wy się już martwcie jak sprzedać gadżety z moją podobizną – miał powiedzieć mistrz Grecji do organizatorów zbiórki.

Trzeci z kontuzjowanych reprezentantów Jakub Błaszczy-kowski ma indywidualne zajęcia na boisku mające doprowadzić go do pełnej sprawności na inaugurację Euro. Do hotelu wracał z lodowym opatrunkiem na nodze.

- Nie ma paniki. W razie czego, zgodnie z regulaminem, do 8 czerwca możemy skorygować skład i zastąpić kontuzjowanego zdrowym zawodnikiem – stwierdził menedżer reprezentacji Jan de Zeeuw. Pytany, kogo Leo Beenhakker może najszybciej dowołać, zażartował, że Jana Tomaszewskiego. Bohater z Wemb-ley siedzi widać mocno w głowie sztabowi reprezentacji, bo pozwolił sobie znowu skrytykować decyzje holenderskiego selekcjonera. “To najgorsza kadra na mistrzostwa w historii” – uważa Tomaszewski.

Dobry humor dopisuje kadrowiczom, którzy typowani byli do odstrzału, a pozostali w kadrze.

- Wiadomo, że jestem szczęśliwy. Nikt na mnie nie stawiał, więc byłem przygotowany na najgorsze – odparł Michał Pazdan.

Marek Saganowski pozostanie w 23-osobowej kadrze uczcił wypadem z paroma kolegami z drużyny do Stuttgartu na trochę inne jedzenie niż serwowane w hotelu. – Byliśmy na sushi – zażartował “Sagan”.

- To powołanie było jak last minute – dodał Marek Saganowski.

Leo Beenhakker nie wraca z kadrą w sobotę do Katowic.

- Selekcjoner wyjeżdża do Gelsenkirchen na obserwację meczu Niemców z Serbią – ujawniła rzecznik reprezentacji Marta Alf.

Początkowo ten mecz miał obserwować dla Beenhakkera trener Legii Jan Urban. Był on już w Kaiserslautern na poprzednim sparingu Niemców z Białorusią. Teraz jednak zamiast do Gelsenkirchen poleci do Grazu, oglądać mecz drugiego z naszych grupowych rywali – Austriaków z Maltą.

Polska kadra na Euro 2008

Bramkarze

1. Artur Boruc
12. Tomasz Kuszczak
22. Łukasz Fabiański

Obrońcy

2. Mariusz Jop
3. Jakub Wawrzyniak
4. Paweł Golański
6. Jacek Bąk
13. Marcin Wasilewski
14. Michał Żewłakow
23. Adam Kokoszka

Pomocnicy

5. Dariusz Dudka
8. Jacek Krzynówek
10. Łukasz Garguła
15. Michał Pazdan
16. Jakub Błaszczykowski
18. Mariusz Lewandowski
19. Rafał Murawski
20. Roger Guerreiro

Napastnicy

7. Euzebiusz Smolarek
9. Maciej Żurawski
11. Marek Saganowski
17. Wojciech Łobodziński
21. Tomasz Zahorski

Autor artykułu: Jacek Kmiecik, Donaueschingen, Niemcy

Kędzierzyn-Koźle: Azoty znów zostały docenione

May 29th, 2008

Zakłady Azotowe Kędzierzyn otrzymały “Certyfikat Dobroczynności”. Tytuł przyznała Fundacja Dzieciom za współpracę przy realizacji programu “Zdążyć z Pomocą”.

ZAK od lat współpracują z Fundacją, w której przewodniczącą rady jest Beata Tyszkiewicz. Patronat nad programem “Zdążyć z pomocą” objął prof. Zbigniew Religa.

- Niektórzy mieszkańcy miasta będący w potrzebie pozostają pod opieką m.in. Fundacji Dzieciom, z którą współpracujemy – poinformował Andrzej Hynek, rzecznik ZAK S.A.

Istniejące od sześćdziesięciu lat ZAK działają na rzecz społeczności lokalnej. W spółce funkcjonuje społeczna komisja ds. darowizn, która zajmuje się dystrybucją pieniędzy przeznaczonych na cele dobroczynne. W 2007 r. wydano na ten cel 80 tys. zł. Na ten rok zaplanowano 100 tys. zł.

- Pieniądze przeznaczamy na potrzeby lokalnej społeczności – wyjaśnia Hynek. – Przedsiębiorstwo chce by kontakty ze społecznością były poprawne. Pomagamy dbać o bezpieczeństwo i edukację.

Autor artykułu: Maciej T. Nowak